Czy warto tłumaczyć rosyjskie filmy grozy.

Niedawno oglądałem bardzo ciekawy film rosyjski pod tytułem „Wij” (w oryginale rosyjskim „Вий”). Uprzedzono mnie, że jest to film grozy, oparty na opowiadaniu Nikołaja Gogola, lecz pierwsze minuty filmu bardziej wskazywały na baśń filmową. Dopiero w następnych scenach pojawiają się elementy horroru, przeplatające się z elementami miłosnymi i ludowymi. Co prawda nie czytałem opowiadania znanego rosyjskiego pisarza, ale z zainteresowaniem oglądałem film. Do schowanej w lesie ukraińskiej wioski przybywa w przedziwnej jak na owe czasy karecie kartograf angielski, który podróżował z Europy Zachodniej do Europy Wschodniej, poprzez Transylwanię, Karpaty. Po drodze poznaje dwóch miejscowych, którzy opowiadają mu dziwną historię o swoim zaginionym kompanie i o chacie, w której żyje wiedźma. Jeden z mieszkańców, zamieszkujący w tej wsi, opłakuje śmierć swojej córki. Zleca on przybyszowi opracowanie mapy całej okolicy, którą kartograf wykonuje z wieży opuszczonej cerkwi. Okoliczni mieszkańcy bali się i nie zbliżali się do cerkwi z obawy o własne życie.
Nazwa tego filmu „Wij” określa pewnego legendarnego stwora żyjącego na ziemiach ukraińskich, i oglądając ten film do samego końca miałem wrażenie, że całe zło, którego byłem świadkiem właśnie pochodzi od niego.
Akcja filmu cały czas trzyma widza w napięciu do samego końca, którego zdradzać nie będę i proponuję, aby każdy z Państwa obejrzał w domowym zaciszu ten ciekawy film w wersji rosyjskiej. Gorąco polecam!!!